600 lat Krakowskiej Kongregacji Kupieckiej

Sławetni i czcigodni krakowianie!

Stara maksyma głosi: „na próżno żyje ten, kto nikomu nie przynosi pożytku”.

Trudno nie uznać mądrości zawartej w tej sentencji. Szczególnie dobrze rozumieją tę prawdę ci, którzy tak jak kupcy są ludźmi ciężkiej pracy, a także ludźmi wielkiego serca. Ten kto łatwo wątpi w możliwość osiągnięcia wytyczonych celów nigdy ich nie sięgnie. Jest jednak ten szczególny moment, kiedy trzeba oglądnąć się wstecz- Wtedy mianowicie, kiedy chcemy chronić pamięć, bez której wszystkie nasze zdobycze i osiągnięcia stają się puste i martwe. Pamięć przeszłości jest bowiem światłem na drodze ku przyszłości. Oddajemy dzisiaj do Waszych rąk wydawnictwo, które w nieśmiałym zamiarze jego inicjatorów, wydawców i autorów ma stać się płomykiem oświetlającym nasze dzisiejsze kroki. Dla nas kupców istnieje szczególny powód, aby oglądnąć się wstecz. Gdy w roku 2000 obchodziliśmy 590-rocznicę powstania Krakowskiej Kongregacji Kupieckiej, wyraźnie zaznaczyliśmy, że dumni ze swej przeszłości, skupiamy swą uwagę i wysiłki na zbliżającej się rocznicy 600-lecia, która nastąpi w roku 2010. Czas płynie nieubłaganie, zapewne szybciej niż tego chcemy.

Ta niezwykła, podniosła rocznica już za 6 lat! Przed nami więc czas, który nie może być jedynie oczekiwa­niem, ale już dzisiaj jest wyzwaniem i zadaniem dla naszego środowiska. Jesteśmy świadomi tego jak wspaniałe karty historii za nami. Złote wersety na tych kartach wyznaczają nazwiska takie jak: Wierzynkowie, Betmanowie, Krupkowie, Bonerowie, Montelupi, Zacherlowie, Zalescy, Laśkiewiczowie, Hallerowie, Helclowie, Schwarzowie. Szacunek i podziw budzą w nas dzisiaj uczynki naszych przodków, nierzadko wymagające heroizmu. Warto zadumać się nad Marcinem Paczoską, który ciężki grosz wypra­cowany za kupiecką ladą rzucił w chciwą kieszeń szwedzkiego okupanta w 1655 r., chcąc wykupić od rabunku Kościół Mariacki. A gdy fale potopu szwedzkiego przestały niszczyć mury Krakowa, ten sam Paczoska, zmartwiony szczerze zniszczeniami wojennymi, wysupłał ze swego zbiedniałego trzosa kolejne dukaty, aby blachą miedzianą pokryć kaplicę Matki Bożej u Karmelitów na Piasku. Czy zacny Marcin wiedział, że u schyłku XX w. tuż obok tej świątyni znajdzie swoją siedzibę Krakowska Kongregacja Kupiecka? Jedni nie żałowali pieniędzy inni… życia.

Taką cenę mógł zapłacić uczestnik bitwy pod Racławicami (1794 r.) Wojciech Maczyński, a Jan Józef Fischer, który w 1942 r. odmówił przyjęcia obywatelstwa niemieckiego tę najwyższą cenę zapłacił. Zmarł zamęczony w Oświęcimiu jeszcze w tym samym roku. Chronić pamięć o tych, których zaledwie tutaj wspomniałem oraz o wielu innych, to właśnie powinność, od której nikt nie zwolni nas, kupców symbolicz­nego Anno Domini 2010 r. Dlatego też przygotowania do tej rocznicy chcemy rozpocząć nie od fanfar i odznaczeń, ale od oddania do Państwa rąk tego właśnie skromnego, ale na pewno nie ostatniego wydawnictwa. Chcemy w nim przypomnieć dzisiaj dwie postaci: Henryka Schwarza, który prezesował naszej organizacji w 1910 r., gdy nasi dziadowie świętowali 500-lecie Krakowskiej Kongregacji Kupieckiej, oraz Aleksandra Adelmana. A skoro o rocznicach mowa to koniecznie trzeba pamiętać, że idąc po drodze ku naszemu kupieckiemu 600-leciu, czeka nas ważny przystanek – 750-lecie lokacji Krakowa (1257 – 2007). Obydwu rocznicom jest rzeczywiście ze sobą „po drodze”. Harmonia interesu miasta z interesem stanu kupieckiego, była przecież kamieniem węgielnym pomyślności Krakowa i krakowian.

Prezes Krakowskiej Kongregacji Kupieckiej
mgr inż. Wojciech Wojtowicz